DSC_2614

Zawód mama. Udręka czy zbawienie?

Wrzesień 26, 2018 , In: Blog , With: 2 komentarze
0

Ile razy słyszałaś już powiedzenie : A co Ty tam robisz, siedzisz z dziećmi w domu i odpoczywasz. W tym momencie przeważnie moje ciśnienie sięgało zenitu,a na usta cisnęły się różne niecenzuralne słowa, jednak od jakiegoś czasu już tak nie jest. Jestem pewna, że przeczytałaś już dziesiątki postów o tym, jak to ludzie nie doceniają matek, że przecież to taka ciężka praca, że nas ignorują i umniejszają naszym poczynaniom w ciągu dnia. Przecież mama to nie tylko mama, to również sprzątaczka, kucharka, nauczycielka, pocieszycielka, przyjaciółka, kierowca, fotograf itd itp. Jakże czujemy się upokorzone gdy ktoś nie rozumie naszego zmęczenia, jakże nam źle gdy za cała naszą pracę i trud nie dostajemy sowitego wynagrodzenia, a należy się prawda?? No oczywiście że prawda. Niestety smutną prawdą jest również to, że wiele mam właśnie tego oczekuje. Oczekuje niewiadomo jakich podziekowań, zapłat, hołdów.  Użalając się nad sobą każdego dnia, jaka to ona jest nieszczęśliwa, że to dziecko ciągle za nią łazi, że chce pić, jeść, spać jak tamagochi, tylko pić jeść spaććć (hahah) I okej, to jest totalnie zrozumiałe, bo każdy czasami musi sobie ponarzekać na swoją pracę a taka matka ma tą pracę 24h/7. Więc niech sobie ponarzeka, ale błagam w granicach zdrowego rozsądku.

Zauważyłam ostatnio jakiś taki dziwny trend ciągłego narzekania na dzieci. Niby wszystko jest ok, cacy ale no ten mój Wojtuś to w nocy nie spał, no budził się co trzy godziny i ciagle coś chciał. No a tej mój Januszek to też cały czas by tylko te bajki oglądał i oglądał. Zawsze jest źle, zawsze jest nie tak. Kiedy jesteśmy w ciąży nie możemy się totalnie doczekać kiedy ujrzymy tego naszego klona ( no dobra nie oszukujmy się to klon męża jest ;(((((() ale kiedy już dostaniemy to czego tak pragnęliśmy to po kilku chwilach upojenia zaczyna się krucjata. No ludzie. Czy my kobiety nie potrafimy odnaleźć w macierzyństwie pozytywów?? Jeżeli to taki krzyż pański to po co się decydować na dzieci. Czy to serio taka nasza polska przywara to ciągłe narzekanie i niezadowolenie??? Bo mąż mi nie pomaga, bo babcia nie ma czasu, bo on/ona chce być tylko ze mną. No a z kim ma chcieć być babo jak nie z Tobą, jesteś całym jego światem, kocha Cię jak tylko najmocniej potrafi, wspomnisz sobie za kilkanaście lat jak Ci powie, weź matka siary nie rób i wysadź mnie za rogiem a nie pod szkołą. Wtedy oczy Ci się zaszklą i przypomnisz sobie te lata kiedy narzekałaś, że nie możesz robić tego czy tamtego. A i to jest tylko kwestią poprzestawiania w głowie.

Najbardziej nie potrafię pojąć matek które mają jedno dziecko i aby wybrać się na zakupy, czy do koleżanki na kawę potrzebują pomocy męża, ojca, matki albo bóg wie jeszcze kogo. No bez jaj. To wasze myślenie, że z dzieckiem nic nie można tak Was ogranicza. Kiedy urodziły się bliźniaki byłam w lekkim stresie, nie powiem, że nie, ale w nocy sama wstawałam do dwójki bo Darek szedł rano do pracy, ale kiedy miałam ochotę to pakowałam wózek do auta i jechałam z dzieciakami do centrum handlowego, czy gdziekolwiek indziej żeby sobie najnormalniej w świecie połazić. Jeździłam z nimi SAMA! Jak miały pół roku, pojechałyśmy z mamą i z dziećmi do Lublina na ferie ( 400 km), więc nie narzekajcie, że centrum oddalone o 20 km to taki dramat. Naprawdę dziewczyny wszystko jest w Waszych głowach. Są matki które po urodzeniu robią totalnie wszystko to co robiły zanim maluszek pojawił się na świecie. Podróżują po całym świecie, chodzą na eventy, spotkania itp. To się da zrobić. Bruno ma 20 miesięcy był z nami juz dwa razy we Włoszech, raz samochodem jakieś 1200 km w jedną stronę, raz samolotem, byliśmy razem na Chorwacji ( 1000km) w Niemczech ( 1000 km) nad naszym morzem ( 600 km) , dwa razy w Lublinie ( 500 km) i kiedy tylko mamy ochotę gdzieś jechać to pakujemy się do auta i jedziemy, serio to nie jest żaden problem. Bywały noce ( bywały, ba było ich mnóstwo), kiedy Bruno marudził, stękał jęczał itp, wiec postanowiłam, że będzie spał z nami i dziecko śpi jak anioł. Po co mam się rano tak strasznie użalać jaka to ja jestem niewyspana, skoro mogę go wziąć do siebie i oboje się wyśpimy. Dziecko jest niejadkiem, no przecież on nic nie je cały dzień – Bruno też nie należy do dzieci które się zajadają, ale uwierzcie mi, że dziecko się nie da zagłodzić, jak będzie głodny to zje (SERIO).

Jednak moje drogie mamy żeby była jasność, ja też jestem tylko człowiekiem. Mam trójkę dzieci, w tym bliźniaki które poszły teraz do 4 klasy, zmieniliśmy szkołę ( więc jeżdżę do drugiego miasta dwa razy dziennie a są dni ze i trzy) więc uwierzcie mi, że mamy kongo, ale serio???? Nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa. Moje dzieci kochają nową szkołę, są zadowolone i chętnie do niej chodzą, a ja podejmując decyzję o wyborze takiej placówki a nie innej wiedziałam na co się piszę więc nie narzekam tylko wstaje o 6 ( dzisiaj wstałam o 5;30 a teraz gdy to piszę jest 23;30) i wożę je codziennie. I wiecie co jest najlepsze??? codziennie jesteśmy 15 minut przed czasem a jak miały szkołę 200 metrów od domu to ledwo potrafiły zdążyć. Ale to jest kwestia priorytetów i wyborów. Możesz narzekać i wiecznie być niezadowolonym a możesz rano wstać i powiedzieć sobie to będzie super dzień. Mam świetne dzieci, mam wszystko czego chcę i jestem szczęśliwa. Dni mijają tak szybko a chyba nie chcesz, żeby Twoje dziecko pamiętało wiecznie niezadowoloną ze wszystkiego mamę. I ja też miewam dni, że padam na twarz, że dzieciaki doprowadzają mnie do takiego stanu, że mam ochotę skoczyć z okna. Najbardziej kocham jak jest godzina 20 sta a Sarze przypomina się, że jednak miała zadanie z matematyki albo jest 8 rano a na przyrodę potrzebuje lupy. No ale trzeba to ogarnąć, trzeba się nauczyć jakoś opanowywać te sytuacje. Ale tak naprawdę czym jest brak zadania z matematyki w porównaniu z chorobami np?? Jeżeli macie zdrowe uśmiechnięte dzieci to nie macie na co narzekać.

Czasami dochodzę do takiego wniosku, że najwięcej narzekają te co mają mnóstwo wolnego czasu, serio. Im więcej człowiek ma na głowie, tym bardziej jest zorganizowany. Ja jestem roztrzepana na maksa, zapominam o wielu rzeczach, muszę sobie pisać karteczki. Ale od września tego roku coś się zmieniło. Uwierzcie mi, że ja marzyłam o tej szkole dla moich dzieci i jestem taka szczęśliwa, że do niej chodzą i mamy tyle dodatkowych zajęć w szkole i poza nią i ja też mam swoje sprawy, jest Bruno, mamy zwierzęta ale odnoszę wrażenie, że im tego jest więcej człowiek bardziej to ogarnia. Jeżeli wiesz jaki masz cel to dasz radę. Zawsze szukaj pozytywów swojej sytuacji a nie na odwrót. Pamiętaj, że nie musisz być we wszystkim perfekcyjna. Nie musisz mieć zawsze posprzątanej chaty na błysk ( mój mąż jak to przeczyta to chyba zabije mnie śmiechem bo u nas wiecznie sajgon), ale powinnaś przeważnie być uśmiechnięta. Ja staram się nad tym pracować, serio, staram się. Często się też niestety wydzieram, no taka już jestem ale powtarzam raz jeszcze staram się.

Jednak czasami są też mamy które chcą pokazać zupełnie coś innego, że są takie świetne i super,radzą sobie ze wszystkim same, że po prostu ich dziecko to chodzący ideał, śpi na pstryknięcie palców, je wszystko, bawi się samo, nie miewa gorszych dni, ząbkuje bezproblemowo itd itp. To też jest pułapka. NIE MA takich dzieci, no nie ma. A takie mamy często są dla innych mam jeszcze większym powodem do narzekania, no bo skoro jej dziecko jest bezproblemowe to ja na pewno jestem złą matka, coś robię nie tak. Otóż nie. Nie dajmy się zwariować w żadną stronę. Zresztą nikomu nic nie musicie udowadniać i pamiętajcie, że wszystko ma swój czas i ten Wasz kochany urwis który teraz zabiera tak wiele Waszej atencji za rok będzie już zupełnie innym dzieckiem i NIGDY ale to NIGDY nie wrócą już tamte dni. Możemy przeżyć je tylko raz i zróbmy to jak najlepiej.

Ten rok jest dla mnie jakimś niesamowitym darem, wydarzyło się w naszym życiu tak wiele pozytywnych rzeczy. Wiem, że nic nie dzieje się bez przyczyny, każde zdarzenie ma swój sens i powód. Ludzie którzy pojawiają się w naszym, życiu nie są przypadkowymi ludźmi. Poznaliśmy niedawno wspaniałą rodzinę ( tą historię opowiem Wam kiedyś osobno), bardzo uduchowioną, świadomą. Obudzili nas na wiele rzeczy i spraw o których gdzieś tam już wcześniej jednym uchem słyszałam, tym razem dużo mocniej rozbudzili moją ciekawość, jednak dowiedziałam, się rzeczy która bardzo mocno zapadła mi w pamięć i bardzo wiele zmieniła. Mianowicie podobno moim głównym celem w tym życiu jest bycie matką!!! Uwierzcie mi, że w pierwszej chwili jak to usłyszałam to miałam chyba dziwną minę, no bo jak to tylko matką??? Przecież matką jest każda z nas, i każda która tylko chce może nią być. Otóż nie do końca. Podobno mam misję, żeby nauczyć tych który tego nie potrafią co to jest rodzina. Po dłuższym zastanowieniu się nad tymi słowami oświeciło mnie. Był moment kiedy wydawało mi się, że dzieci mnie ograniczają, w takim sensie, że Darek ma swoją pracę a ja musze siedzieć z dziećmi w domu i nie mogę się rozwijać. W mojej głowie cały czas przewijało się tysiące myśli, pomysłów. Ale dopiero teraz kiedy zrozumiałam, że jestem najbardziej potrzebna moim dzieciom mogę rozwinąć swoje skrzydła. Dzisiaj wiem, że tylko będąc blisko nich mogę być spełniona. I jakże się cieszę, że ja to mogę!!! Tak, mogę. Bo nie każda mama ma ten luksus żeby zostać z dziećmi w domu, przynajmniej dopóki nie pójdą na te kilka godzin do przedszkola. Ale jeśli już jesteś z tym swoim skarbem to bądź z nim, nie narzekaj, nie oczekuj podziękowań. Kiedyś przyjdzie na to czas, ale teraz musisz sobie na to zapracować.

Musicie też wiedzieć, że we mnie się to zmieniło niedawno. Ogólnie jestem pozytywną osobą chociaż bardzo bojącą się o swoje dzieci i straszną panikarą, jednak staram się pracować nad tym i panować. Niestety takie panikowanie i strach o własne dziecko w niczym nie pomaga ( to chyba każdy wie) a wręcz przeciwnie bardzo źle na dzieci oddziaływuje. Wiem, ze fajnie się pisze i sama nie wierzę, że piszę to ja matka wariatka i panikara w jednym ale wbiłam sobie to do głowy i mam nadzieję, że pomału uda mi się to wcielić w życie.

Bardzo jestem ciekawa jakim Ty jesteś rodzicem??? Narzekającym czy uśmiechniętym ??? Koniecznie się tym ze mną podziel <3

Jeśli podobał Ci się post będzie mi bardzo miło jeżelili go udostępnisz dalej lub polubisz .

Share to Google Plus
    • Małgonia
    • Październik 10, 2018
    Odpowiedz

    Serio? Czy narzekanie jest tak bardzo złe? Czy chęć wyżalenia się drugiej osobie bo jestem zmęczona/niewyspana/poirytowana jest według Pani czymś co definiuje z góry jako złą matkę, bo jak to można na własne kochane (chciane) dziecko narzekać? Ja narzekam i dobrze mi z tym. To rozładowuje napięcie, oczyszcza atmosferę. Czasami pragnę zrozumienia, wsparcia i motywacji ale nie nagród czy złotych medali. Zaciskanie zębów i mówienie jedynie o dobrej stronie macierzyństwa byłoby sztuczne. Druga sprawa czyli wyjścia matki z dzieckiem. Gratuluję, że może Pani wychodzić a nawet podróżować z gromadką dzieci. Ja mam jednego syna (7 miesięcy) i wyjazd gdziekolwiek to jest udręka bo dziecko nie lubi podróżowania w foteliku a nawet w wózku. Czytając Pani tekst poczułam się dotknięta i zepchnięta na margines niezorganizowanych matek, które nawet nie wychodzą z dzieckiem pooglądać ciuchy w galerii o wyjazdach 400 km od domu nie wspomnę. Nie czuję nawet takiej potrzeby a swój komfort cenię bardzo, myślę też o dziecku i jego samopoczuciu w podróży. I tak, potrzebuję sztabu matek/teściowych i męża żeby wyjść na zakupy lub do fryzjera i nie oznacza to, że jestem nieudacznikiem, który nie potrafi spiąć pośladków i żyć swoim dawnym życiem bo ma dziecko. Mój komentarz jest bardzo emocjonalny tak jak pani wpis. Są dwie strony medalu. Nie wpędzajmy się nawzajem w poczucie winy.

    • My Belle Papillon
      • My Belle Papillon
      • Październik 23, 2018
      Odpowiedz

      Oczywiście, że nie jest złe. Tak jak napisałas jest potrzebne zeby sie oczyścić i iśc dalej. W pierwszym zdaniu napisałam, że każdy musi ponarzekać i ja tez to robię ( czasami) ale w granicach zdrowego rozsadku. Chodziło mi raczej o mamy które narzekają ciągle i na wszystko. Nie napisałam tego artykułu bo jedna czy druga mam coś tam pomarudziła o swoich dziecki, już długi czas obserwuje pewne osoby i po prostu nie rowumiem jak mozna narzekać CIĄGLE. Na wszystko. Serio, zadowolenia i szczęście to kwestia wyboru. Przepraszam jeśli poczułas się dotknieta ale jeżeli na codzień jesteś zadowolona i szczęśliwą mamą to wcale nie musisz się czuć dotknięta, bo to nie jest o Tobie. Mój Bruno też nie lubi jeździć autem i to bardzo. Zawsze staram się go czymś podczas drogi zająć choć zdarza się ze i tak przez wiekszość drogi się drze. Każdy ma prawo wyboru i ja wybieram bycie zadowoloną. A jeśli moje dziecko czuło by tak wielki dyskomfort podczas jazdy autem, to jesli zdecydowałabym się tym autem z nim nie jezdzic to po prostu nie narzekałabym. O to mi po prostu chodzi, ze jesli nie mozesz czegoś robić bo dziecko w danej chwili Ci na to nie pozwala to po prostu tego nie rób, przyjdzie czas że to się zmieni ale tez nie narzekaj każdego dnia. Pozdrawiam serdecznie

Leave a Comment

Mama bliźniąt i całej zgrai zwierząt. Nasz dom to istny huragan...dwoje dzieci , siedem psów i dwa koty to mieszanka wybuchowa, ale jest wesoło. Zapraszamy do Naszego swiata:)

zBLOGowani.pl

Instagram

Instagram did not return a 200.

Follow Me!

}